Wpisy

  • czwartek, 22 września 2016
    • Zrobiłam powidła śliwkowe

      Zrobiłam powidła śliwkowe, takie prawdziwe, przez 3 dni wysmażane :) Właśnie przed chwilą zapakowałam je w słoiczki. Jak co roku z 3 kg węgierek wyszły 3 słoiczki :) Ale nie ma rady jak się zimą lubi wcinać piernika z powidłami. Tylko jednego roku posłuchałam męża i nie robiłam ich, bo upierał się, że to strata czasu, bo wszystko można kupić. Niestety to co sprzedają to jest co najwyżej dżem śliwkowy, a nie powidła. Nie dość, że rzadkie, to w dodatku smak nie ten. Powidła powinny być takie, żeby łyżka w nich stała, a nie jakaś ciapa :)

      W tym roku niestety zagapiłam się z morelami i nie zrobiłam odpowiednika powideł śliwkowych w morelowej wersji, które uwielbiam do ciast czekoladowych. Szkoda. Lubię przetwory z owoców, których nie trzeba słodzić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 września 2016 17:02
  • środa, 31 sierpnia 2016
    • Ostatni dzień sierpnia

      Ostatni dzień sierpnia jest jak ostatni dzień lata. I cóż z tego, że będzie niby trwać jeszcze trzy tygodnie, jak się tego tak nie odczuwa gdy dzieci wrócą do szkoły, gdy pojawią się nowe obowiązki, a na drogach korki, gdy dzień już jest dużo krótszy, choć nie wypada jeszcze narzekać, gdy pachnie jesienią, gdy powietrze nie jest już tak upalne, gdy kończą się letnie wyprzedaże ;)

      Lubię wczesną jesień, więc nie będę płakać za latem, choć człowiek starzeje się tak szybko, że może i powinno być żal każdego mijającego dnia, zwłaszcza tak pięknego jak dzisiejszy. Na pocieszenie planuję jesienne wyjazdy - wrześniowe i październikowe; listopada nie lubię, więc będę wtedy siedzieć pod kocykiem i czytać książki albo oglądać filmy. Za to we wrześniu i październiku chcę spędzić jak najwięcej czasu w Kotlinie Kłodzkiej. Oby pogoda sprzyjała spacerom, bo dla mnie włóczęga po górkach jest lepsza niż spa :)

      No a na jutro trzeba przygotować stroje galowe. Macie już wszystko ogarnięte?

      Miłego pięknego popołudnia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      środa, 31 sierpnia 2016 15:21
  • piątek, 05 sierpnia 2016
    • Wypoczęłam

      Naprawdę wypoczęłam. Aż jestem zdziwiona, bo dotychczas po wyjazdach w inne rejony niż nad któreś morze czułam jednak niedosyt. Tym razem wybraliśmy się w Bieszczady i było po prostu cudownie. Może to urok odkrywania nieznanych regionów... Nie pozwiedzaliśmy tyle miast ile sobie zaplanowałam. Po prostu zabrakło na to czasu. Z większych miast byliśmy tylko w Zamościu, a poza tym spacerowaliśmy po górach i odwiedzaliśmy bieszczadzkie miasteczka. Zakwaterowanie się nad Soliną było bardzo dobrym pomysłem, bo tak zupełnie z dala od akwenów byłoby mi dziwnie. Jedyne zastrzeżenie jakie miałam to czas, który za szybko minął... Ale na to już nikt nic nie poradzi.

      Po powrocie tym razem, a nie jak zwykle przed, zmieniłam fryzurę - to efekt przeglądnięcia zdjęć z wyjazdu. Coś mi w moim wyglądzie nie leżało, a że trudniej zmienić figurę niż fryzurę, wybrałam się do fryzjera ;) Przy okazji kupiłam w przylegającym do zakładu sklepiku nożyczki fryzjerskie, bo już tak mam, że zawsze po wyjściu od fryzjera mam ochotę coś tam poprawić i jeszcze przyciąć... Bez względu na to u którego bym nie była i ile nie zapłaciła. Korciło mnie zafarbowanie na jakiś jasny rudy, ale boję się późniejszego pozbywania tego koloru.

      Przejeżdżałam sobie wczoraj przez Wrocław w dość wolnym tempie, bo pora była taka, że przepisową 50-tką się nie pojedzie. Co chwilę wymijałam się z pewnym rowerzystą... Powiem tak: rowerzyści żądają równouprawnienia. Jeśli on też tego chce, to powinien zapłacić wczoraj niezły mandat. Byłaby to suma mandatów za: lawirowanie między samochodami (o mało co go nie potrąciłam podjeżdżając, bo go nie zauważyłam, a przejeżdżał w poprzek drogi lawirując między raz stojącymi a raz podjeżdżającymi samochodami przez 3 pasy), lawirowanie między ludźmi na chodniku, generalnie raz wjeżdżał na chodnik, wtedy kiedy miał czerwone na drodze, a raz na ulicę (według uznania i niezłym łukiem), przejechał przez trzy światła czerwone jadąc po przejściu dla pieszych i nawet nie zwalniając. A to był tylko kawałek drogi. Sama też jeżdżę na rowerze, ale przyznać muszę, że ilość ignorantów drogowych rośnie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      piątek, 05 sierpnia 2016 17:49
  • wtorek, 31 maja 2016
    • Trochę o pogodzie i wakacjach

      Kiedyś się mówiło, że warto wyjechać na południe Europy, żeby się cieszyć ładną pogodą, dziś mamy u nas ładniejszą. Może dlatego nasze ośrodki turystyczne przeżywają takie oblężenie, podobnie jak trasy dojazdowe do nich. Wystarczy popatrzeć na dzisiejszą mapę pogody w Europie: Portugalia - 19 C, Włochy - od 21 do 26C z 20C w Rzymie, tyle samo na Lazurowym Wybrzeżu i w Hiszpanii, w której tylko na południu temperatura dobija do 30C. A tymczasem... w Polsce od 24 do 30C. Ba, atrakcyjna pogodowo jest dziś także Skandynawia - na północy półwyspu, za kołem podbiegunowym nagrzało się do 25C !!! Finlandia: 21-26C, a tamtejsze jeziora... bajka. Jak tu jeździć na południe, kiedy północ taka piękna i - jak się okazuje - taka ciepła :) My w tym roku planujemy urlop z dala od mórz - wybieramy się w Bieszczady. Noclegi mamy od dawna zaklepane, w pobliżu Soliny, bo wyjazdu tak w ogóle z dala od wody jakoś sobie nie wyobrażam. Liczę jednak na to, że pospacerujemy sobie dużo po lasach i górach, popływamy na kajakach, rowerkach wodnych i żaglówką, nacieszymy oczy pięknymi widokami, zahaczymy przy okazji o Przemyśl, Zamość i Stary Sącz... Przejedziemy się kolejką wąskotorową. No i oczywiście liczę na piękną, ciepłą (choć lepiej nie upalną), za to stabilną pogodę, zwłaszcza bez niespodziewanych burz i ulew.

      Już się nie mogę doczekać. Czuję się zmęczona, mimo że niedawno był długi weekend. Tak po prostu o tej porze roku odczuwam potrzebę podróżowania, "nosi mnie", a niestety do szczęścia brakuje jeszcze 1,5 miesiąca... Mimo, że wydaje się to długo, to przy moim trybie życia, kiedy na nic nie ma czasu, pewnie szybko zleci.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      wtorek, 31 maja 2016 16:51
  • piątek, 08 kwietnia 2016
    • Poświąteczna kreatywność

      Przed Świętami się nagotowaliśmy i napiekliśmy, a po Świętach - jak co roku, a nawet jak dwa razy do roku - pojawił się problem "resztek". To resztek jest w cudzysłowie, bo jest tego całkiem pokaźna ilość. W tym roku zostało mi wyjątkowo dużo, mimo iż starałam się ograniczyć gotowanie i pieczenie, bo pogoda sprzyjała wycieczkom i nie było przez cały dzień gadania: "no zjedz jeszcze trochę tego". Żeby ograniczyć tradycyjne "jedz, bo się zmarnuje", zamroziłam co się dało, z porcjami serników na czele, bo ostatnio się dowiedziałam, że tak można i że ciasto nie straci w ten sposób na smaku ani konsystencji. Zamroziłam też część mięsa. Odkryłam jednak sposób na świetne, szybkie danie. Otóż, jak co roku upiekłam karkówkę - w całości jako mięso do pieczywa (u nas nie jada się w zasadzie kupowanych szynek). Została tej karkówki ogromna ilość, bo poza nią była jeszcze pieczona szynka, schab ze śliwkami i z morelami, filet z gęsi i z indyka, i boczek (spokojnie, to nie tylko ja tak zaszalałam, ale i Rodzicielka). Ostatnio nie miałam pomysłu co zrobić na obiad, a też spieszyło mi się. Wrzuciłam więc do piekarnika ćwiartki ziemniaków i pociachałam karkówkę na takie wiórki jak się kroi gyrosa, obsypałam przyprawą do gyrosa i również w naczyniu wrzuciłam do piekarnika. Do tego zrobiłam dwa sosy: czosnkowy (majonez + śmietana + czosnek + sól + pieprz + koperek) i gyrosowy (majonez + śmietana + keczup + pieprz + przyprawa do gyrosa) i pokroiłam warzywa: kapustę pekińską, pomidory, ogórki. Wszystkie warzywa (+ kukurydzę) ułożyłam osobno (znaczy nie wymieszane) na talerzach, osobno też ziemniaczki i mięsko. Sosy były do samodzielnego polania wszystkiego. Wyszło pewnie mega kalorycznie, ale za to pysznie. Rodzinka była zachwycona; ja też, bo tym sposobem "rozeszło mi się" sporo karkówki i nie narobiłam się przy garach :) Grunt to poświąteczna kreatywność :) Muszę jeszcze tylko wymyślić co zrobić z czekoladowymi, albo raczej z pseudo-czekoladowymi królikami, które dostałam w kilku sklepach przed świętami w prezencie, bo na bank nikt z nas ich normalnie nie zje. Może można by je dodać do murzynka...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      piątek, 08 kwietnia 2016 14:10
  • czwartek, 17 marca 2016
    • Przed świętami

      No i już wiem, że moich wszystkich planów przedświątecznych nie zrealizuję. Wczoraj pięknie rozwaliłam sobie palucha rozłupując orzechy i teraz nawet z pisaniem mam problem, bo zwykle używam wszystkich, a co dopiero ze sprzątaniem. Muszę je przełożyć na "po świętach". W zasadzie najchętniej wyjechałabym gdzieś, żeby ominąć szerokim łukiem tę krzątaninę. Jakoś w tym roku nie mam na nią ochoty. Niestety nie ominie mnie sprzątanie u teściowej, bo ostatnio nie najlepiej się czuje. Ale tak sobie myślę, że Mana oddeleguję do mycia okien, a mi zostaną tylko szafki kuchenne, komody w sypialni, meblościanka w saloniku i odkurzanie. Łazienkę zostawię Dziecku, niech się chlapie; jest wystarczająco duży (również dosłownie), żeby się tym zająć.

      Pogoda nam się ochłodziła, ale za to jest słonecznie, więc generalnie lepiej, bo przez okno wygląda to cudownie i człowiekowi chce się żyć :) Wstaje też się dobrze, bo jest widno, jasno, słonecznie. Budzę się ostatnio przed budzikiem, co jest u mnie nieczęstym zjawiskiem. Niestety przesunięcie zegarków za półtora tygodnia popsuje na jakiś czas tę sielankę. W sumie dobrze, że wypadają akurat święta, będzie dzień dłużej na aklimatyzację.

      Przeczytałam właśnie na jednym z blogów, że Google chce sprzedawać informacje o nas firmom ubezpieczeniowym. No cóż, zbierają informacje i wiedzą bardzo dużo. I pewnie nie robią tego ot tak sobie. U nas protesty przeciwko śledzeniu przez policję, a tymczasem inni wiedzą dużo więcej i to od nas samych, i korzystają z dobrodziejstwa. Swoją drogą, ciekawe czy ludzie w końcu będą mieli dość tej inwigilacji i przerzucą się na mniej popularne wyszukiwarki.

      No nic, trzeba kończyć i wziąć się do pracy, żeby nie trzaskać nadgodzin. Tym bardziej, że muszę jeszcze wybrać się na zakupy, bo już czas zamarynować mięso. Muszę też kupić świąteczny obrus, bo w zeszłym roku nam "się zepsuł" jak powiedziała bratanica :) Doprawdy, w dzisiejszych czasach wszystko się psuje. Jakieś kiczowate te rzeczy ;)

      Miłego dnia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 marca 2016 10:15
  • piątek, 08 stycznia 2016
    • Leży śnieg, jest +6

      U nas dziś dziwna pogoda. Niby leży śnieg, ale na dworze - w cieniu - termometr wskazuje właśnie +6,4 stopni C, więc pewnie niedługo sobie poleży. Moje dziecię, wracając wczoraj ze szkoły, przyniosło dwie śnieżki, które schowało do zamrażalnika... Powiedziało, że to na później, jak zatęskni za zimą, a jej nie będzie. I nic nie pomogło gadanie o bakteriach i wirusach. Kulki zostały w zamrażalniku. A niech się cieszy :) Może nic na nas z tego śniegu nie przelezie.

      Od dwóch dni mamy karnawał i nosi mnie, żeby się wybrać na jakąś porządną imprezę. Ponoć w tym roku karnawał będzie wyjątkowo krótki, bo już 10 lutego jest Popielec. Niby niewiele osób teraz przestrzega zakazu zabaw w poście, ale jakoś tak imprezy w karnawale wydają mi się bardziej "wystrzałowe".

      Tak sobie myślę, że mam już wystarczającą masę, żeby zacząć rzeźbić. Jest styczeń, przy konsekwencji do wakacji powinny być widoczne efekty... Muszę sobie tylko ustalić konkretną godzinę, żeby się zmobilizować i nie przekładać na później. Łatwiej mi coś zrobić, jak mam wszystko zaplanowane i wiem: za co, jak i kiedy się zabrać.

      Wczoraj wypatrzyłam punkt Czerwonego Krzyża. Nie jakieś tam zbieranie ciuchów do lumpeksów, tylko prawdziwy Czerwony Krzyż, gdzie można przynieść ciuchy, koce, itd. Mam zamiar w weekend "przewietrzyć" szafę i komody z nienoszonych rzeczy, które mi w nich zalegają, a jest tego trochę i tych za małych i tych, które mi się już znudziły i nietrafionych prezentów świątecznych i urodzinowych. Zresztą co tu dużo gadać, jedną całą szufladę zajmują mi nienoszone szlafroki, które tylko raz do roku przepieram dla odświeżenia. A jak już zrobię wolne miejsce, to będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że nie mam w czym chodzić i się wybrać na zakupy ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      piątek, 08 stycznia 2016 14:00
  • poniedziałek, 09 listopada 2015
    • Nietrafione planowanie

      Od pewnego czasu już tak mam, że jak sobie coś wcześniej zaplanuję, to przytrafia się jakaś "przeszkoda nie do przejścia" i plany dostają w łeb. Nie cierpię tego, bo nie zawsze da się iść na żywioł. Lubię mieć wszystko poukładane, no może nie wszystko, ale najbardziej czasochłonne rzeczy. Niestety ten problem z planowaniem dotyczy to zarówno domu, jak i pracy. Na przykład: była ładna, słoneczna pogoda. Zaplanowałam sobie umycie okien i porządki w ogrodzie, bo nawet nie ma kto liści zgrabić, a tu deszcz. Zaplanowałam wielkie porządki, ale wcześniej pojechaliśmy załatwić jedną sprawę, co powinno nam zająć 1/2 godzinki, a zajęło ponad 5. W pracy uporządkowałam sobie kolejność prac, to co niektórzy załatwili sobie "priorytety" i rozwalili mój harmonogram. Nawet planowanie obiadu mi ostatnio nie wyszło, bo jednego dnia nie kupiłam wszystkich składników (nie było w najbliższym sklepie, w którym miałam się zaopatrzyć), a drugiego - rodzinka zażądała czegoś innego (czasem mają swoje zachcianki). Ech, nie cierpię kupowania żywności na zasadzie "a może to byśmy zjedli, albo to", podobnie jak chodzenia do marketów "na głodniaka". Kupuje się wtedy dużo niepotrzebnych rzeczy, które albo się zjada na siłę, żeby nie wyrzucić, albo wyrzuca. A jakby nie patrzeć, na żywność wydajemy sporo (o ile nie najwięcej) pieniędzy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 09 listopada 2015 14:55
  • poniedziałek, 26 października 2015
    • Zimowisko?

      Jeszcze nie ogarnęłam się z jesiennymi zakupami, a już dostaję na e-mail zaproszenia na zimowisko. Oczywiście dla Dziecka, a nie dla mnie. W zasadzie dostaję je już od dłuższego czasu, bo pierwszy dotarł na początku października. Fajnie by było posłać go; wiem, że by się ucieszył, pytanie tylko czy finansowo damy radę. Wyjazd, który by mnie najbardziej interesował, bo jest organizowany przez sprawdzoną firmę, jest w góry. Sam koszt zimowiska nie jest mały, oprócz tego w planie jest zwiedzanie i "rozpuszczanie pieniędzy na pamiątki", dodatkowe opcjonalne rzeczy, poza tym narty, więc trzeba by kupić cały sprzęt - dotychczas raczej jeździmy sporadycznie, więc wypożyczamy, przy dłuższym wyjeździe trzeba by mu kupić przynajmniej kask i buty narciarskie (same narty mógłby wypożyczyć), do tego dochodzi koszt karnetów i instruktora. Summa summarum - sporo się tego nazbiera, a po drodze jeszcze święta, więc też wydatki. Ufff, nie wiem skąd na to wezmę...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 października 2015 12:56
  • wtorek, 22 września 2015
    • Ostatni dzień lata

      Dziś ostatni dzień lata, wyjątkowego - bo gorącego jak nigdy, z czego zresztą korzystaliśmy pływając w jeziorze i morzu, opalając się i zwiedzając. Dziś już dużo chłodniej, ale jak na tę porę roku i tak pięknie. Takie lato sprzed 20-30 lat bo z temperaturą 21 stopni i słońcem, choć przeplatanym czasem chmurkami. Idealna pogoda na wycieczkę, a tu niestety trzeba pracować albo uczyć się, w zależności od wieku. Ale cóż zrobić. Nie można być na całorocznym urlopie.

      Od tego roku u dziecka w szkole uruchomiono e-dziennik. Teraz jest monitorowany, bo i oceny są na bieżąco wpisywane i nieobecności, i zadania domowe i wiadomości dla dzieci lub rodziców, i zastępstwa, więc już nie ma, że nie popatrzyłem na tablicę, nie dosłyszałem, itd. Rodzice mogą łatwo dopytać o coś konkretnego nauczyciela czy zostać o czymś poinformowani. Jak zawsze byłam przeciwna wszechobecnej komputeryzacji, bo zasadniczo długo się wdrażam i nawet w pracy nasz system crm był dla mnie długo czarną magią, tak w ten monitorujący dziecko szybko się wciągnęłam :) Tym bardziej, że nauczyciele informują również o sprawdzianach i kartkówkach, więc można dopilnować, żeby dziecko zrobiło nie tylko zadanie domowe, ale także pogłówkowało trochę nad zeszytem czy książką. No i już nie będziemy zaskakiwani ocenami dwa razy w semestrze, bo oczywiście dzieci informują tylko o dobrych ocenach, a złe są jakoś wypierane z myśli przed dotarciem do domu :) I nie żebym była nadgorliwą matką zmuszającą dziecko do posiadania samych super ocen, bo też takie miałam. Ale dwa lata temu popełniłam błąd tłumacząc mu, że liczy się to co wie, a nie oceny. To jeszcze nie był ten etap, bo skończyło się na tragicznych ocenach na półrocze, dużo poniżej jego możliwości, bo rozwijał w tym czasie swoją wiedzę pozaszkolną. Teraz wymagam ocen przyzwoitych z przedmiotów, które go nie interesują i wysiłku w otrzymanie ocen bardzo dobrych z tych przedmiotów, w których deklaruje, że jest dobry i "mamo to przecież proste".

      A od jutra już jesień. Oby była to piękna, złota jesień, błyszcząca w słońcu nitkami babiego lata :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 września 2015 13:56

Kalendarz

Wrzesień 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Kanał informacyjny