Wpisy

  • poniedziałek, 26 listopada 2018
    • Problemy nastolatków

      Czytałam dziś, że podobno 20 procent nastolatek i nastolatków cierpi na zaburzenia psychiczne. Super zachęta dla rodziców do obserwacji dzieci i dla dzieci dla zgłaszania problemów. Niestety u nas słowo "psychiczne" działa nadal mocno odstraszająco. Nikt się do tego nie przyzna, jeśli nie zostanie zmuszony, zwłaszcza wśród nastolatków, którzy mogą zostać po prostu odtrąceni przez rówieśników z tego powodu. Może więc warto mówić dzieciom o zaburzeniach lękowych czy depresji, ale bez odnoszenia tego do zaburzeń psychicznych?

      Swoją drogą są to statystyki zatrważające. Zresztą podobne do tych, jakie są wśród dorosłych, tyle że dorośli często wpadają w takie stany z powodu poważnych problemów, a młodzież? Oczywiście nie bagatelizuję ich problemów, tyle, że wiele z nich wynika z winy rodziców, którzy zamiast chronić dzieci, albo za bardzo je cisną (choćby na naukę), albo przenoszę na nich własne sprawy, uzależnienia, itp.

      Strasznie to przykre...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 listopada 2018 11:47
  • piątek, 24 sierpnia 2018
    • Trzeba by...

      Trzeba by się ruszyć trochę w tym ostatnim tygodniu wakacji, bo coś mi się dzieciaki rozleniwiły. I koniecznie trzeba by zacząć je wcześniej ściągać z łóżka. Bo jak oni się przestawią z wstawania o 11stej, albo 11:30 na siódmą? Oj będzie ciężki początek września. Oby nie zrobił się ponury i deszczowy, bo wtedy będzie jeszcze gorzej. No i chyba trzeba by zacząć sezon na skupowanie rzeczy do szkoły, bo nie mamy jeszcze ani zeszytów, ani niczego niezbędnego. Mi się nie chce jakoś ostatnio tego ogarniać, a reszta korzysta, bo sama się nie zbierze... Wychodzi na to, że trzeba by sporo rzeczy... Może by zacząć od zrobienia listy?...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      piątek, 24 sierpnia 2018 17:16
  • środa, 28 lutego 2018
    • Mylące nazwy

      Czytałam dziś, że z naszych sklepów mają zniknąć produkty o mylących, wprowadzających w błąd nazwach. To efekt przepisów unijnych. Nie jest to jednak spowodowane troską o jakość produktów. O nie, soki malinowe o zawartości soku z malin w ilości 1 procenta pozostaną, bez obaw. To raczej ciąg dalszy traktowania konsumentów jak idiotów. Komu się dostanie? Ano na przykład masłu orzechowemu - bo nie jest zrobione z mleka, a słowo masło sugerowałoby właśnie takie pochodzenie produktu. Z tego samego powodu problematyczne jest mleczko kokosowe czy sojowe... Czekam na wycofanie ze sklepów mleczka do demakijażu czy do ciała, bo na pewno babki uważają, że zostały wykonane mleka świeżo wydojonego od krowy. Co dalej? Hmmm... Może zamki w drzwiach.. - ostatecznie różnią się od tych nad Loarą... Może gumka myszka i gumka chlebowa, bo tak jak jedna nie jest zrobiona z myszy, tak druga z chleba. Może pasztety i parówki warzywne też powinny zniknąć? Przeraża mnie to podejście do ludzi. Niby wszystkie państwa chwalą się podnoszeniem poziomu edukacji, a w przepisach równają do osób upośledzonych (nie obrażając nikogo, ale takie osoby dla załatwiania ważnych spraw mają wyznaczonych opiekunów). 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      środa, 28 lutego 2018 14:29
  • czwartek, 11 stycznia 2018
    • Reklamować?

      Sortowałam wczoraj rzeczy do prasowania i schowania i stwierdziłam, że szyje się je z coraz gorszych materiałów. Mimo trzymania się wskazówek producentów tkaniny są nietrwałe - albo odkształcają się, bo pękają w nich jakieś elastyczne niteczki, albo rozciągają straszliwie, w bawełnianych robią się dziurki, a tak w ogóle to po praniu okazuje się, że wiele zostało źle skrojonych - nie tak jak układa się tkanina tylko tak, żeby wyszło z niej jak najwięcej sztuk, więc po praniu szwy, które były z boku przesuwają się do przodu i tyłu. Tak się przyjrzałam wielu ciuchom i się kurcze zastanawiam czy ich nie zareklamować. Ostatecznie w większości przypadków mamy na to 2 lata, a są to ewidentne usterki produktu nie związane z użytkowaniem. Nic nie jest porwane, poprzecierane czy w inny sposób uszkodzone mechanicznie. Przypuszczam, że jest to problem masowy, tylko że większość ludzi woli machnąć na niego ręką, tak jak ja to robię. A może jakby tak wszyscy zaczęli reklamować, to na nasz rynek trafiałyby produkty lepszej jakości i lepiej uszyte...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 stycznia 2018 16:14
  • piątek, 24 listopada 2017
    • Ponad 14 stopni

      Ha! Termometry pokazują ponad 14 stopni. Wczoraj wieczorem zostawiłam pranie na dworze i liczę na to, że jeśli nawet po moim powrocie z pracy nie będzie suche, to chociaż porządnie przesuszone. A dosuszy się w domu. Zawsze to mniejsza wilgoć w mieszkaniu niż suszyć od zera. Również wczoraj, wracając do domu przejeżdżałam wzdłuż ścieżki rowerowej, po której jechał gość na rolkach i w krótkich spodenkach... W kwietniu przy tej temperaturze pewnie byłoby mnóstwo takich osób, w listopadzie jest to rzadki widok. Chodzi mi o te krótkie spodenki, a nie o rolki, bo na rolkach od czasu do czasu kogoś jeszcze widuję...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      piątek, 24 listopada 2017 13:25
  • poniedziałek, 23 października 2017
    • Czas

      Weszłam dziś na swojego bloga i w pierwszej chwili stwierdziłam, że niedawno tu byłam. A w drugiej olśniło mnie, że przecież mamy już końcówkę października i że to "niedawno" to cały miesiąc... Nie wiem gdzie ucieka mi ten czas, ale robi to szybko i sprawnie. Trochę to przerażające. Tarczycę trochę udało się ogarnąć, przez co zrobiłam się bardziej ospała i ociężała, zwłaszcza w taką pogodę jak dziś. Bo dziś pada, mży, leje; jest pochmurno i ponuro. Człowiek ma ochotę leniwie spędzić dzień, a tu gonią i gonią. Całe szczęście, że to poniedziałek, a nie weekend. Ten, który się dopiero co skończył, może nie należał do najcieplejszych, ale tragedii też nie było; no i nic na głowę się nie lało. Dało się wybrać na spacer, spotkać ze znajomymi w rynku i posprzątać na ogrodzie. Ba, nawet mycie okien zaliczyłam i na dworze wysuszyłam firanki i zasłony. Dziś byłoby to już niemożliwe. Mam nadzieję, że taka pogoda nie potrwa długo.

      Wczoraj odwiedziliśmy rodziców. Niby nie gotuję źle, ale nadal mamy obiady bardziej mi smakują. Może to też kwestia tego, że miło jest jak ktoś coś przygotuje i zaserwuje i nie trzeba wszystkiego robić samemu. Niestety u siebie nie mam tego komfortu. Śmialiśmy się z ilości karteczek przyklejonych u rodziców na drzwiach do bramy. Dosłownie całą szybę nimi zalepili. Było ogłoszenie o przeglądzie kominiarskim, o kontroli gazowej, o wymianie drzwi, o remontach balkonów, o nowym dostawcy kablówki, o tym że jakaś firma będzie kładła światłowód, o planowanej wymianie rur w jednym pionie i ostrzeżenie przed osobami, które podają się za pracowników spółdzielni, ale nimi nie są. Aż chciałoby się powiedzieć: wszystko pod kontrolą, gdyby nie to ostrzeżenie, bo rzeczywiście przy tylu osobach przychodzących w różnych sprawach, wpuszczenie oszustów do domu nie jest trudne. Tym bardziej, że w większości mieszkają tam starsi, bardziej łatwowierni ludzie. 

      Moja rodzina ostatnio "kulinarnie" ma mnie serdecznie dosyć. A to dlatego, że mam fazę na cynamon, za którym oni i tak nie przepadają. Ale zwykle tolerują. I pal licho póki dodaję go do herbaty, której nie piją. Ale dodaję też do sosów, ryżu, makaronu, ciast i past, i ponoć jest to przegięcie. Może będzie to motywacja do ich większej aktywności w kuchni :) W sumie czasem ich podziwiam, bo często wracam ostatnia do domu i w drzwiach o godzinie 18stej słyszę: co będzie dziś na obiad... Ja bym tyle nie wytrzymała nawet gdybym twierdziła, że nie umiem gotować. Najwyraźniej u nich zasada: potrzeba matką wynalazku nie działa... Ech, chłopaki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 października 2017 13:50
  • poniedziałek, 25 września 2017
    • Schudłam

      Ostatnio trochę schudłam. Właściwie nie takie trochę, bo 4 kg w ciągu 2 miesięcy. Sądziłam, że to zasługa mojej zwiększonej aktywności, bo latem częściej wypuszczałam się na spacerki i przejażdżki rowerowe, albo może zmiany diety - większej ilości owoców i warzyw, ale wychodzi na to, że nie. Moja utrata wagi łączyła się ze świetnym samopoczuciem: rano budziłam się nie dość że wcześnie, to jeszcze wyspana i do późnych godzin miałam siłę na wszystko. Byłam nakręcona jak dziecięca zabawka. Aż w końcu zaczęło mi jakoś tak za bardzo serducho łomotać. Zrobiłam badania i okazało się, że to nadczynność tarczycy... I znowu się zacznie...

      Pieska nadal nie mam. Ale chyba sobie na pocieszenie w końcu sprawię.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 września 2017 14:36
  • czwartek, 27 lipca 2017
    • Szukam piesioła

      Postanowiłam poszukać sobie piesioła, czy jak kto woli pieska :) W założeniu ma to być przyjaciel, który zmusi mnie do większej aktywności, no bo nie będzie bata, nie wymigam się od spacerków i przebieżek. Marzy mi się pieseczek domowy, choć i na ogrodzie będzie mógł sobie pobiegać. Ale na pewno nie taki do kojca. Zatem lepiej, żeby miał włosowatą sierść, a nie taką, której pełno fruwa, czy która jakość specjalnie linieje. Zresztą zwierzak z grubą, solidną sierścią pewnie by się męczył w domu. Mam tylko dylemat - czy wziąć jakiegoś "rasowca" np. setera, border collie ewentualnie labradora czy też prawdziwego pieska - ze schroniska. Względnie od kogoś komu się oszczeniła kundelka. Zresztą, zawsze uważałam, że kundelki są najpiękniejsze... Hmmm... 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 lipca 2017 17:39
  • piątek, 12 maja 2017
    • Festiwal próżności

      A właściwie tytuł powinien brzmieć: "Festiwal próżności czyli komunia (czy jeszcze święta?)".

      Dawno, dawno temu krytykowani byli rodzice, którzy z okazji komunii sprowadzali córkom (zwykle z zachodu) sukienki ślubne i - nierzadko - buty na obcasach. Reszta akcentowała, że nie o to w tej uroczystości chodzi, a dziewczynki - choć dumne, że mają ładniejsze kiecki od koleżanek - męczyły się zwykle z wielkimi obręczami w ciasnych ławkach. Co prawda dzieciaki zawsze cieszyły się z prezentów, zwłaszcza w czasach produktów trudno dostępnych, a rodzice też nierzadko traktowali to również jak swoją imprezę, na której należało popić.

      Dziś słowo "prezent komunijny" nabiera nowego znaczenia. Co prawda są rodzice, którzy uważają, że są w stanie zapewnić swojemu potomkowi rzeczy niezbędne mu do życia i proszą gości o prezenty symboliczne, związane z uroczystością, ale jest też ogromny odsetek rodziców i gości, którzy w tym czasie napędzają PKB w stopniu porównywalnym z gwiazdką. Co ciekawe nie są to wyłącznie rodzice, którym się nie przelewa i uroczystość traktują jak okazję do otrzymania przez dziecko przedmiotów, które normalnie ciężko byłoby kupić. Są to także rodzice bogaci, którzy po prostu "chcą się pokazać". Dlatego obecnie prezenty komunijne zebrane przez dzieci nierzadko przewyższają wartością prezenty ślubne. Zapewne stąd rosnące zainteresowanie urzędów skarbowych ich "dolą" od podarków.

      Moim zdaniem uroczystość bardziej cieszyłaby dzieci i dała im więcej zrozumienia obrzędu, gdyby rodzice zrezygnowali z tego festiwalu próżności, z "zastaw się a postaw się", z ja jestem lepszy, ja mam więcej. Przy okazji przekazaliby swoim dzieciom bardziej pozytywne podejście do życia.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      piątek, 12 maja 2017 14:17
  • czwartek, 06 kwietnia 2017
    • Problemy z kartą

      Dziś przeczytałam, że pojawiły się problemy z księgowaniem płatności i wypłat, robionych przy pomocy MasterCard. Zwykle nie sprawdzam takich rzeczy, uznając, że pewnie robią większe zamieszanie niż problem na to zasługuje. Tym razem sprawdziłam i okazało się, że mnie też to dotyczy!!! Co prawda miałam zdublowaną tylko jedną płatność i to niewielką, bo pięć dych, ale jednak. W sumie dałoby się za to kupić trochę rzeczy. Tak sobie kurczę myślę, że jak człowiek dostawał kasę do ręki to jakoś lepiej nad nią panował. Teraz, gdybym nie sprawdziła, pewnie bym się nie zorientowała. Wiem jaki mam stan konta po zrobieniu płatności, a później jadę "na czuja", tylko od czasu do czasu sprawdzając ile jeszcze zostało. Co prawda ten "czuj" jest dość wyćwiczony, bo nie zdarza mi się, żeby zabrakło, ale jednak przeraża mnie ten brak kontroli nad finansami i łatwość uszczuplenia ich. Chyba będę musiała zastanowić się nad jakimiś "kontrolnymi" rozwiązaniami. Albo rzeczywiście wrócić do wypłacania kasy i płacenia gotówką...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ciutzapuszysta
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 kwietnia 2017 12:45

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Tagi

Kanał informacyjny